Ugly Love - Colleen Hoover


Autor: Colleen Hoover

Tytuł: Ugly Love

Wydawnictwo: Otwarte

Data wydania: 13 kwietnia 2016

Liczba stron: 344

ISBN9788375153569
Wielu czytelników gardzi romansami i literaturą erotyczną. Wytykają tym gatunkom brak jakichkolwiek treści dydaktycznych oraz powtarzające się w każdej książce schematy. Chyba wiecie o co nam chodzi. Bogaty, zamknięty w sobie mężczyzna poznaje kobietę, która burzy jego mury ochronne - kojarzycie to, prawda? Dodajmy do tego częsty brak spójnej fabuły, postacie bez wyrazu oraz marne umiejętności pisarskie i już ciężko nie zgodzić się z przeciwnikami tego rodzaju literatury. Tym bardziej, gdy ma się kilka takich książek na koncie. Jednak istnieją wyjątki od tej reguły. Do niedawna jednym z nich była twórczość Colleen Hoover. Autorka zawsze prezentowała swoimi dziełami wysoki poziom. Ciekawa fabuła, interesujący bohaterowie oraz zdolności pisarskie Pani Hoover sprawiały, że gdy ktoś miał niepochlebne zdanie o romansach mogliśmy z czystym sumieniem użyć "Hopeless" czy "Maybe Someday" jako przykładu, że zdarzają się perełki. Czy "Ugly Love" też do nich należy? 



"Ugly Love" opowiada o związku początkującej pielęgniarki oraz pilota samolotów. Poznajemy ich w momencie, gdy Tate przeprowadza się do San Francisco, żeby zamieszkać ze swoim bratem - Corbinem. Kiedy jest już w budynku i zmierza do swojego tymczasowego mieszkania, drzwi blokuje jej pijany mężczyzna. Dowiadujemy się później, że to Miles - przyjaciel jej brata i przy okazji sąsiad. Po telefonie do Corbina, Tate zostaje zmuszona by mu pomóc, przez co staje się świadkiem załamania mężczyzny. Od tego momentu wszystko dzieje się bardzo szybko. Główni bohaterowi wzajemnie się pociągają. Tate nawet nie ukrywa, że od początku coś czuje do przyjaciela brata (oczywiście w myślach). Z tego powodu decydują się na związek oparty na seksie. Żadnych pytań o przeszłość, liczenia na przyszłość i miłość -  takie warunki stawia Miles, a Tate mimo obaw nie potrafi mu odmówić.
RECENZJA MAGDY
Nie chciałam recenzować „Ugly Love”, ponieważ myślałam, że obie będziemy pisać jaka to ona nie jest cudowna, a przecież nie o to chodzi na naszej stronie. Jednak tak się złożyło, że Natalia pożyczyła mi tę książkę. Mając wolny wieczór wzięłam się za czytanie, chcąc zobaczyć co autorka dla nas przygotowała. Moim pierwszym zaskoczeniem była ilość stron. Ledwie trzysta, a do tego tekst pisany dużą czcionka. Trochę mało. Jak na tylu stronach umieścić łamiącą serce historie? Nie da się. Uświadomiłam sobie to już po sześćdziesięciu stronach przeczytanych w tramwaju.


Książka podzielona jest na teraźniejszość z punktu widzenia Tate i wydarzenia sprzed sześciu lat z perspektywy Milesa. Część głównej bohaterki przypomina trochę wynurzenia Anastazji z „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Ambitna i mądra (podobno) dziewczyna poznaje zamkniętego w sobie mężczyznę. Ten nie daje jej nadziei na związek, traktuje ją okropnie, a mimo tego ona nadal wierzy, że pomoże złamać jego mury ochronne. Już od początku książki Tate wie, że coś do niego czuje, mimo tego godzi się na związek oparty na seksie, który tylko ją rani. Powiało L. James, prawda? No ale to nie koniec, gdyż ich „związek” rozpada się gdy Miles rani Tate podczas stosunku. Teraz już musicie zauważyć podobieństwo!


Jednak to nie sytuacje rodem z króla erotyków są najgorsze. Ten tytuł zdobędą rozdziały o przeszłości Milesa. Nie wiem jak wy, ale ja lubię mieć niespodziankę na koniec książki, a w ten sposób dość szybko zgadłam możliwe zakończenia. Nie wiem czy miały być one „zapychaczem” czy może straciły dużo przez tłumaczenie, jednak mi się ten zabieg nie podobał. Zajęły tylko miejsce, które autorka mogła wykorzystać na lepsze przedstawienie postaci i ich związku. W “Ugly Love” nie istnieją też bohaterowie poza tymi głównymi. Ktoś tam się  pojawia, ale w sumie nic o nich nie wiemy i nie mieli oni zbyt dużego wkładu w akcję książki. Żałuję, że autorka tak spłyciła wątek z ojcem i przyjaźń Milesa z Ianem.


Mimo wszystko zakończenie sprawiało, że nie można było nie uronić łzy(a ja jestem straszną beksą). Żałuję tylko, że tak trudna historia została tak słabo przedstawiona. Jednak czas przeznaczony na przeczytanie “Ugly Love” z pewnością nie został zmarnowany. Colleen Hoover nadal uważam za świetną pisarkę, a słaba recenzja jest w dużej mierze spowodowana porównywaniem tej pozycji do “Hopeless” czy “Maybe Someday”.  

Kliknij jeśli czytałeś/aś książkę lub jesteś masochistą, bo w tym fragmencie są spoilery!

Tak więc po skończeniu książki czułam niedosyt, złość i zawód. Colleen Hoover postawiła sobie bardzo wysoko poprzeczkę i nawet nie była blisko żeby ją przeskoczyć. Jest to nadal dobra książka, ale takich mamy pęczki. Tak więc jeśli od tej książki zaczyna się wasza przygoda z twórczością autorki to pamiętajcie, że inne jej dzieła są o wiele lepsze.
RECENZJA NATALII
Gdy zobaczyłam, że “Ugly Love” jest już dostępne w księgarniach, to dosłownie pobiegłam ją kupić ryzykując spóźnienie się na pociąg. Książkę kupiłam, na pociąg zdążyłam i w trakcie półtoragodzinnej podróży zdążyłam przeczytać ponad połowę książki. Czyta się bardzo szybko - nie wiem czy to wina dużej czcionki i ilości stron, czy fakt, że powieść jest wciągająca jak każda inna autorstwa Hoover. W tym przypadku autorka zastosowała strasznie denerwujący mnie zabieg - co drugi rozdział cofaliśmy się w czasie. W jednym rozdziale mamy akcję dziejącą się w teraźniejszości, a w następnym cofamy się w czasie o sześć lat, by w kolejnym znowu śledzić wydarzania z teraźniejszości.


W teraźniejszości poznajemy Tate, wiecznie zabieganą dziewczynę, która sama siebie próbuje przekonać, że wystarczy jej “związek” oparty tylko na seksie, bo tylko na taki może zgodzić się Miles. Do tej pory zastanawiam jak to się stało, że dziewczyna się w nim zakochała, bo przez postawione przez niego warunki w tej części książki jest między nimi mało dialogów, a jeśli już jakieś się pojawią, to są nimi typowe rozmowy o niczym. On jako pilot, tak samo jak jej brat, jest rzadko w domu, a w tym czasie nie mają ze sobą kontaktu. Spotykają się tylko na seks, a po nim Miles z powrotem otacza się murem i nie dopuszcza do siebie nikogo poza przyjacielem, którego zna od dziecka. Z tego powodu po pewnym czasie ich spotkania robią się nudne, bo ile można czytać o seksie i nieudanych próbach przedarcia się mur?

Za to w przeszłości poznajemy zupełnie innego Milesa. Jak łatwo się domyślić jest to chłopak sprzed jakichś dramatycznych doświadczeń, które doprowadziły go do takiego stanu, w jakim jest w teraźniejszości. Tak jak w “Hopeless”, “Maybe Someday” czy nawet “Szukając Kopciuszka” do samego końca nie mogliśmy odgadnąć co autorka zafunduje nam na koniec, to w tym przypadku na myśl nasuwają się dwa zakończenia historii sprzed lat (przynajmniej tak było w moim przypadku, jedno z nich się sprawdziło), a z biegiem stron tylko utwierdzamy się w naszych przeczuciach.

Mimo dość negatywnego początku mojej recenzji, to “Ugly Love” nie jest złą książką! Po prostu Colleen Hoover postawiła sobie wysoką poprzeczkę i dlatego musiałam sobie trochę ponarzekać, a dodatkowo łatwiej opisuje mi się negatywne rzeczy. Książka, jak inne tej autorki, porusza poważną tematykę, której inni autorzy New Adult boją się dotykać. W przeciwieństwie do Magdy uważam, że poważny wątek został przedstawiony świetnie i to w taki sposób, że wrażliwsi czytelnicy mogą uronić kilka łez, tylko po prostu tajemnica została ujawniona za późno i urwana zbyt szybko. Mimo wszystko daje do myślenia, a podejrzewam, że był to główny cel autorki.


Podsumowując, sposób pisania rozdziałów dał mi to odczucie jakby autorkę goniły terminy i postanowiła połączyć dwie książki w jedną, by nie musieć wymyślać dodatkowych wątków dla zwiększenia ilości stron, bo ten zabieg trwa przez prawie całą książkę. Przez to jej uwaga została podzielona na dwie części, a mnie jako czytelniczce został niedosyt obu historii. Dodatkowo tak naprawdę poznaliśmy tylko trzech bohaterów, bo reszta pojawiała się tak rzadko i tak mało się o nich dowiedzieliśmy, że nie trzeba było nawet zapamiętywać ich imion. Mimo to książka powinna się spodobać miłośnikom romansów, bo to właśnie tym jest ta pozycja - typowym romansidłem, chociaż porównując ją do Harlequinów czy innych książek tego typu jest arcydziełem.


Podsumowując, myślałyśmy, że obie będziemy się rozpływać nad “Ugly Love”, ale jak widać po części się zawiodłyśmy. Po prostu nie potrafimy przestać jej porównywać do poprzednich książek Hoover. To właśnie przez nie pada tyle niezbyt pozytywnych słów na jej temat, choć naprawdę nie jest aż taka zła (Magda ocenia ją 6/10, a Natalia 8/10 + trafia do jednych z ulubionych). Możemy ją polecić głównie osobom, które lubią romanse, bo jeśli ktoś nie jest fanem tego gatunku, to będzie się strasznie męczył.



A co Wy myślicie o książce? Zgadzacie się z naszymi opiniami? A może jeszcze jej nie przeczytaliście i Was zachęciłyśmy/zniechęciłyśmy?


25 komentarze:

  1. Świetna recenzja! Podoba mi się Wasz styl pisania, recenzowania. Widać, że nie negujecie bez powodów danych wątków, lecz używacie konstruktywnej krytyki. To jak najbardziej na plus :)) Życzę Wam powodzenia z blogiem.
    A jeśli chodzi o "Ugly Love", to nie czytałam, ale mam zamiar po nią sięgnąć. Jednakże jeszcze się zastanawiam nad tym, gdyż nie jestem fanką wielu erotycznych scen. Kocham romans, lecz erotyka przez całą książkę mnie irytuje :(. Mam nadzieję, że jak przeczytam,to się nie zawiodę, gdyż Colleen jest jedną z moich ulubionych autorek ;).
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny pomysł na prowadzenie bloga, dwa punkty widzenia strasznie mi się podobają :)
    Jeśli zaś chodzi o książkę, uwielbiam ją, zresztą z tyłu na okładce sprawdzicie, dlaczego. Nie uważam, żeby była jedną ze słabszych pozycji autorki, po prostu taki miała na nią pomysł. Doskonale też rozumiem postawę Rachel (spojler!!!! ona musiała się od tego odciąć całkowicie, miłość do dziecka jest silniejsza niż uczucie do chłopaka, ale to zrozumie tylko osoba, która sama posiada dziecko).
    Pozdrawiam Was cieplutko i jak proszę byście zawsze zostawiały link do nowej recenji jak mnie odwiedzicie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. SPOILER SPOILER Rozumiem dlaczego musiała się odciąć, ale czemu już nawet po tych pięciu latach kiedy ułożyła sobie życie, nie pomyślała o nim? :/

      Usuń
  4. Jutro będę zamawiała tę książkę, jestem bardzo ciekawa czy mi się spodoba. Dotąd czytałam jedynie Hopeless i nie byłam jakoś specjalnie zachwycona, ponieważ nie było mi trudno odgadnąć tajemnicę bohaterki. Nie zraziłam się jednak do twórczości tej autorki, ponieważ jest ona niezwykle popularna, a jej książki są wysoko oceniane w blogosferze. Jestem ciekawa jak spodoba mi się Ugly love, liczę jednak na pozytywny odbiór :D
    PS. Naprawdę mega podoba mi się ten pomysł zestawienia dwóch recenzji <3

    Pozdrawiam Was ciepło, bookworm z http://ksiazkowoholizm.blogspot.com/ :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podoba Ci się nasz blog. Co do Ugly Love to zobaczymy. Są recenzje bardzo dobre i bardzo złe, więc nie sposób przewidzieć czy się komuś spodoba. Jak przeczytasz to koniecznie podziel się opinią! 😊

      Usuń
  5. Będę miała okazję ją przeczytać w pewnym book tourze, wtedy wyrobie sobie o niej zdanie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No oczywiście, każdy przecież może mieć inne zdanie o książce. Podziel się swoimi odczuciami, gdy już ją przeczytasz! :)

      Usuń
  6. "Hopeless" i "Maybe someday" czytałam - okazały się niezłymi lekturami, ale nie porwały mnie i osobiście nie nazwałabym ich perełkami. Niemniej pewnie, prędzej czy później, sięgnę po "Ugly Love", ale bez większych oczekiwań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżbyś nie była zwolenniczką romansów? Jednak rozumiem, każdy ma swoje zdanie, a to rodzaj literatury, który wielu osobom się nie podoba. :)

      Usuń
    2. Nie wiem do końca, czy owe książki są typowymi romansami. Generalnie nie mam nic przeciwko wątkom miłosnym, nawet w sporej ilości, ale jednocześnie liczę na poruszenie innych tematów, a nie pójście utartym schematem.

      Usuń
  7. Bardzo podobało mi się Hopeless i Maybe someday, a Ugly love jest już na mojej półce. Na jej temat czytam jednak strasznie różne opinie i jak widać nie każdemu się podoba. Ja się za nią zabiorę, ale jak już trochę "ostygnie" - wtedy podejdę do niej na chłodno :) Ciekawie piszecie i pomysłowe jest zestawienie dwóch rożnych opinii. No, nie zawsze będą różne ;) Brakuje mi tylko gadżetu Obserwatorzy u Was. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gadżet już jest! Dziękujemy za miłe słowa. :3

      Usuń
  8. Twórczość autorki nadal przede mną i czuję, że i ja zapewne bym uroniła łezkę. Podoba mi się podwójne podejście do jednej książki, można na bieżąco sprawdzić dwie różne perspektywy. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ksiązkę mam niestety nadal przed sobą, ale juz nie mogę doczekać się az ją przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  10. Podoba mi się pomysł na dwie odrębne recenzji jednej i tej samej książki. A odnośnie Ugly Love- jestem dość sceptycznie nastawiona do książki. Może z czasem zdecyduję się i przeczytam.
    Pozdrawiam serdecznie- strefawyobrazni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeżeli chodzi o wszelkiej maści erotyki i romansidła to kieruje się zasadą: "NIE!!! Nie przeczytam tego nawet gdyby słonie, psy, świnie i koty zaczęły latać!". To po prostu nie dla mnie, a sam układ między kobietą a mężczyzną rodem z Greya sprawia, że wolę zjeść własne trampki niż przeczytać tę książkę ;)
    A poza tym, jeśli mam być szczera, to za panią Hoover nie przepadam - nie przebrnęłam przez ani jedną jej książkę, a wierzcie mi, że próbowałam.

    Pozdrawiam
    Arancione z bloga KsiążkoholizmPostępujący :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ty się dziewczyno urwałaś? :o No ale niestety, każdy ma jakiś typ książek, których nie da rady przeczytać. U mnie są to książki z polskimi nazwami, a u Ciebie romanse. Choć muszę podkreślić, że nie każdy jest kopią Greya! 😂😂

      Usuń
  12. Zgadzam się z opinią Magdy ;) Według mnie za mało skupiono się tutaj na szerszym ukazaniu głównych postaci, można było naprawdę ciekawie opowiedzieć o ich pracy, pokazać czytelnikowi po prostu nieco więcej. Główny pomysł jak dla mnie był całkiem fajny, ale zabrakło mi lepszego dopracowania i jest po prostu dobrze ;) A mogło być świetnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Już czeka na mojej półce i nie mogę się wręcz doczekać aż po nią sięgnę! Dodaję do obserwowanych :)
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Do tej pory czytałam wszystkie książki Hoover wydane w Polsce (oprócz powyższej) i najbardziej podobała mi się "Maybe someday". Wczoraj w moje ręce trafiło "Ugly love" i już nie mogę doczekać się lektury :D Jest cieniutka wiec pójdzie ekspresowo ;)
    Pozdrawiam.
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Niestety nie miałam jeszcze okazji sięgnąć po książki tej autorki, jednak coś czuję, że w najbliższym czasie po zmienię. Bardzo ciekawi mnie "Ugly love", więc chyba czas zacząć przygodę z panią Hoover !:)


    Pozdrawiam,
    http://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/2016/04/dwor-cierni-i-roz.html

    OdpowiedzUsuń
  16. Mam w planach powieść i mam nadzieję, że się nie rozczaruje. Powieści tej autorki nie powalają mnie na kolana (wyjątek Maybe Somdey)- więc nie mam wielkich oczekiwań.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja z kolei zakochałam się w tej książce :D. Naprawdę mi się spodobała i była o niebo lepsza od innych romansów jakie miałam okazję przeczytać. SPOILER: też na początku nie rozumiałam zachowania Rachel ba! byłam nawet na nią nieźle wkurzona, ale po dłuższym zastanowieniu, jej zachowanie napiera sensu.

    OdpowiedzUsuń
  18. Książka jest bardzo wychwalana.Może i ja się skuszę. :)
    Pozdrawiam cieplutko!
    http://olalive-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń