Szklany Miecz - Victoria Aveyard


Autor: Victoria Aveyard

Tytuł: Szklany Miecz

Wydawnictwo: Moondrive

Data wydania: 17 lutego 2016

Liczba stron: 560

ISBN9788375153781



Znacie klątwę drugich tomów? Po pierwszej dobrze zapowiadającej się części, czytelnik pełen nadziei sięga po kolejny tom, żeby zobaczyć jak rozwinie się akcja, a okazuje się że ciąg dalszy historii jest w najlepszym przypadku przeciętny. Czerwona Królowa zrobiła furorę na świecie. Czas przekonać się, czy Szklany Miecz powtórzył jej sukces, czy też dosięgła go klątwa drugiego tomu. Zapraszamy na recenzję!

Chcecie sięgnąć po ten tom, ale nie pamiętacie co się działo w poprzednim? Przychodzimy z pomocą!

Kliknijcie tutaj, a Waszym oczom ukaże się streszczenie Czerwonej Królowej.

Poniższa recenzja nie zawiera spoilerów dotyczących poprzedniej części.

Władza nie chce, by na jaw wyszła informacja o istnieniu Czerwonych o mocach potężniejszych niż Srebrnych. Król postanawia pokonać rebeliantów podstępem i szantażem, ale ci cały czas rosną w siłę. Kto wygra to starcie?

RECENZJA MAGDY

Czerwona Królowa była debiutem dobrym, choć nie genialnym. Mimo wszystko potrafiła czytelnika zaciekawić na tyle, że z wielką chęcią chciał sięgnąć po Szklany Miecz. Niestety ja zanim mogłam sięgnąć po kontynuację tej serii, musiałam zmusić Natalię do przeczytania pierwszego tomu, gdyż nic z niego nie pamiętałam. Po małych trudnościach, w końcu mogłam zacząć tę książkę i przeżyłam wielkie zdziwienie. Nie wiem czy to wina tego, że pamiętałam Czerwoną Królową jak przez mgłę, czy może Victoria Aveyard zdecydowała się na dość drastyczne ulepszenia bohaterów i zmiany, które dla niektórych mogą być “zepsuciem” serii, lecz dla mnie były dobrym posunięciem, które sprawiło, że zamiast uważać serię za przeciętną, trafiła ona do grona moich ulubionych.

Zacznijmy od tego, czego nie mogłam znieść w pierwszej części, czyli głupoty Mare Barrow. Mogłabym napisać rozprawkę o tym co mnie w niej irytowało, ale mogę też to podsumować jednym słowem - wszystko. Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, kiedy zasiadłam do drugiego tomu, a tu nagle wielka zmiana. I to nie taka, że nagle zmienił się całkowicie jej charakter, po prostu w swoim byciu egoistyczną hipokrytką nagle zaczęła być konsekwentna. W tym momencie nawet mogę powiedzieć, że ją naprawdę lubię. Autorka musiała trochę zastanowić się nad tą postacią i dzięki zaistniałej sytuacji w fabule nagle dodała jej trochę rozwagi i dojrzałości.

Kolejną kwestią są wszystkim znane z dystopii czarne charaktery. W pierwszej części były lekko mdłe i nudne, jednak w tym tomie wyostrzono ich cechy, tworząc naprawdę ciekawe postacie. Z niecierpliwością czytałam o wydarzeniach pomiędzy dwoma stronami konfliktu, o ich strategiach i walce. Myślę, że zmiany, które wprowadziła Victoria Aveyard w charakterze bohaterów (nie tylko tych głównych) dodało całej fabule wyrazu. Z przeciętnej młodzieżówki, nagle dostajemy książkę pełną akcji i dramatów. Fabuła przestała być grzeczna, jest więcej krwii i terroru. Dzięki temu wiemy, że czytamy o walce, a nie o rewolucji postaci z kreskówek, które nie mogą nic zrobić, bo przecież są ograniczenia wiekowe.

Ogólnie pokazano zaistniałą sytuację w królestwie od trochę innej strony. Nie jest to walką między złem i dobrem. Nie można też podjąć decyzji bez konsekwencji. Czasami musimy wybrać między złym, a gorszym i żyć z odpowiedzialnością za swoje czyny. Brzmi to trochę dramatycznie, ale w połączeniu z fabułą nabiera sensu.

Co do samego stylu autorki to muszę stwierdzić, że dojrzał z wykreowanym przez nią bohaterami. Autorka o wiele zgrabniej manipuluje fabułą, przeplatając losy bohaterów z akcją, wywołując w czytelnikowi całą gamę emocji - od nienawiści po radość. Widać też, że przemyślała tą książkę o wiele lepiej od Czerwonej Królowej. Koniec z absurdami i wątkami, których zadaniem było zapełnić miejsce. Był za to pomysł, który dobrze zaprezentowano tworząc masę zwrotów akcji, które nie pozwalały ani na chwilę czytelnikowi wytchnąć. Stworzeni przez nią bohaterowie również byli bardziej wiarygodni, dzięki czemu ich relacje zyskały na barwności.

W tej części o dziwo nadal nie wrzucono na pierwszy plan wątku miłosnego. Myślę, że jest to jednym z największych zaskoczeń serii. Coś w tym temacie się pojawia, ale dość platonicznie. Nie ma nachalnych wyznań miłości, w walce nie ma czasu na uczucia. Autorka postawiła na pierwszy plan rodzinę i przywiązanie do niej. Jest to całkiem miła odmiana.
Uważam więc, że pomiędzy Czerwoną Królową a Szklanym Mieczem istnieje ogromna przepaść. Po całkiem niezłym wprowadzeniu do historii Mare Barrow, w kolejnym tomie zostajemy wrzuceni w sam środek akcji. Wyraziste postacie, barwne opisy i ciekawy pomysł na fabułę skradł moje serce. Wiem, że jest wielu przeciwników tej części, jednak ja nie potrafię znaleźć w niej większych wad. Oczywiście nadal jest widoczny lekki schemat z książek o podobnej tematyce, ale w tej części są to dość drobne rzeczy. Uznaję też, że osoba, która sięga po dystopię znając ten motyw z innych książek wie, czego może się spodziewać.

RECENZJA NATALII
Przed sięgnięciem po drugi tom jakiejkolwiek serii zawsze boję się tego, co w nim znajdę. Klątwa dotycząca tej części dopadła już nie jeden cykl, bardzo często nie dorównuje on pierwszemu. Pewnie dlatego z sięgnięciem po Szklany Miecz zwlekałam aż rok. Czy moje obawy były słuszne?
Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć jednoznacznie. Przez ten rok dojrzałam ja, bohaterowie i styl pisania Victorii. Drugi tom prawie całkowicie różni się od jej debiutu. No właśnie, prawie. Choć Czerwona Królowa skończyła się w takim momencie, że człowiek najchętniej by rzucił wszystko i czytał dalej, to na rozwinięcie fabuły w Szklanym Mieczu trzeba przeczekać pół książki. Niby od początku coś się dzieje, ale są to tylko zbędne zwroty akcji, po których moją jedyną reakcją było “serio, znowu?”. Gdyby tak pozbyć się 200 stron z tej powieści, to nie umknęłoby nam nic ważnego, a ile czasu byśmy zaoszczędzili!
Pamiętacie jak Czerwoną Królową porównywałam do różnych młodzieżówek? Ta część przypomina mi Przed świtem. W pewnym momencie podczas czytania, w myślach widziałam scenę z ekranizacji. Ale gdy już przebrniemy przez lanie wody i remake wydarzeń stworzonych przez Meyer, to mamy świetną książkę. To tak, jakby kodem zwiększyć simowi umiejętności pisarskie. Nagle wszystko jest na swoim miejscu, nie ma zapychaczy, a wybory bohaterów stają się logicznie uzasadnione.
Głównym motywem tej powieści jest stwierdzenie “nie ufaj nikomu”. Mare i jej znajomi mają już za sobą całkiem spory bagaż doświadczeń, a to hasło wydaje się jedyną pewną rzeczą. Na tym etapie każdy może okazać się zdrajcą, a stawka w grze jest wysoka. Jeden fałszywy ruch i tysiące osób może zostać pozbawionych życia. Z świadomością tej sytuacji ciężko jest zaufać nawet samemu sobie.
Mare bardzo się zmieniła przez wydarzenia z poprzedniej części, ale niestety nadal denerwuje swoim zachowaniem. Jednak tym razem nie jest to spowodowane słabą kreacją bohaterki ale tym, jakie podejmuje decyzje. Gdybym miała takie moce jak Amy ze Strażniczki książek, to weszłabym do tej powieści i udusiła Czerwoną. Zepsułabym fabułę, ale może dzięki temu narrację przejęłaby postać, która ma bardziej poukładane w głowie i dostrzega to, co się dzieje wokół niej. To niesamowite, że tylu mężczyzn jest nią zauroczonych. Na szczęście jedyną formą miłości, z jaką mamy tu styczność, jest miłość do rodziny.
Jako że Mare przebywa z rebeliantami, to nie mamy wglądu do sytuacji w zamku. Jedyne wiadomości jakie o niej dostajemy, to informacje z gazet wykradanych podczas wypadów buntowników. Za to mamy całkiem niezły wgląd na poznanie machiny przeciwników króla “od kuchni”. Myślę, że zostaniecie zaskoczeni zasięgiem i wpływami tych ludzi. To, czego dowiedzieliśmy się o nich w pierwszym tomie jest tylko kroplą w morzu. Nawet teraz mam wrażenie, że nie wiem o nich wszystkiego.
Szklany Miecz zadziałał na moje emocje jeszcze bardziej niż jego poprzedniczka. Do irytacji, radości, smutku i jeszcze większej irytacji doszło też wzruszenie. Jak tak dalej pójdzie, to czwarty tom będę musiała czytać zamknięta w swoim pokoju, by przypadkiem nie zostać posądzoną o bycie chorą psychicznie. Pod względem emocjonalnym tom ten zdecydowanie przewyższył Czerwoną Królową, ale całą resztą ledwo pokonał. Może nie brzmi to zachęcająco, ale Szklany Miecz dorównał pierwszej części i jeśli Wam się ona spodobała, to nie pożałujecie sięgnięcia po kontynuację.


Jeśli nadal nie wiecie czy Szklany Miecz przypadnie Wam do gustu, to zapoznajcie się z jego fragmentem.
Przekonałyśmy Was do sięgnięcia po tę serię? Specjalnie dla Was mamy kod na 30% zniżki!

Uważacie, że kontynuacja Czerwonej Królowej jest lepsza od pierwszej części? Kto jest Waszym ulubionym bohaterem? Czekacie na Królewską Klatkę? 

0 komentarze:

Prześlij komentarz