Wszystko jest iluminacją - Jonathan Safran Foer


Autor: Jonathan Safran Foer

Tytuł: Wszystko jest iluminacją

Wydawnictwo: W.A.B.

Data wydania: 26 kwietnia 2017 (w Polsce pierwszy raz wydana w 2003)

Liczba stron: 384

ISBN9788328044173


Jakie książki najbardziej lubicie? Takie w których możecie popłakać czy rozwiązać zagadkę kryminalną? A może takie, które sprawiają, że dostajecie skurczu szczęki od śmiechu? Jakakolwiek jest wasza odpowiedź, czasami warto spróbować czegoś nowego. Stwierdziłyśmy że w naszych czytelniczych upodobaniach potrzeba czegoś odbiegającego od schematu. I wtedy znalazłyśmy informację o książce Wszystko jest iluminacją Jonathana Safran Foera. Czy okazała się dobrym wyborem? Zapraszamy na recenzję.

Młody Amerykanin przybywa na Ukrainę, ściskając w ręku podartą fotografię. Szuka kobiety, która przed pięćdziesięciu laty uratowała jego dziadka przed nazistami. W poszukiwaniach towarzyszy mu grupa wyjątkowych ekscentryków.

RECENZJA NATALII
Temat losu Żydów podczas drugiej wojny światowej był poruszany już wielokrotnie. Zwykle jednak jest przedstawiony tak, że podczas czytania książek czy oglądania filmów czujemy tylko smutek, niedowierzanie i niesmak. Ale co wyjdzie z połączenia ciężkiego życia Żydów z humorem?
Wszystko jest iluminacją nie jest zwykłą książką. To powieść, która ma w sobie dwie inne książki, a i w jednej z nich pojawiają się fragmenty jeszcze kolejnej. Może utwór ten powinien nosić tytuł Wszystko jest incepcją? Brzmi to skomplikowanie, ale wcale takie nie jest.
Jonathan Safran Foer (tak, bohater nazywa się tak samo jak autor książki) jest młodym Żydem mieszkającym w Stanach Zjednoczonych. Przyjeżdża na Ukrainę aby odnaleźć kobietę, która uratowała życie jego dziadkowi. Jednak całą wiedzę o niej czerpie tylko z podpisu ze zdjęcia, na którym nieznajoma pozuje z jego przodkiem. W poszukiwaniach pomaga mu: młody Ukrainiec Aleks, który mimo łamanej angielszczyzny zostaje tłumaczem obcokrajowca; dziadek Aleksa, który wmawia wszystkim że jest ślepy, ale mimo to zostaje ich szoferem oraz obłąkany pies “przewodnik”. Myślę, że samo przedstawienie tych postaci gwarantuje niezłą zabawę.
Jak już wcześniej wspominałam, w tej powieści nie ma zwykłej narracji. Jonathan jest początkującym pisarzem i swoją pasją zaraził Aleksa. Wszystko jest iluminacją stworzona jest z książki Żyda, opowiadającej o jego przodkach, książki Ukraińca, opowiadającej o ich spotkaniu oraz z listów tego drugiego do Jonathana. Młodzi mężczyźni nawzajem wysyłają sobie fragmenty swoich dzieł i wymieniają się uwagami. Taka forma narracji jest czymś ciekawym, bo tak naprawdę nie wiemy czy coś takiego miało miejsce, czy jednak nie. Na dodatek ostatecznie wszystko łączy się w spójną całość.
Wielkie brawa dla Michała Kłobukowskiego za przekład. Nie dość, że świetnie oddał charakter wypowiedzi kaleczącego język Aleksa, to na dodatek nie poległ na prostym języku ludzi z niskiej klasy społecznej, pojawiającym się w powieści drugiego z mężczyzn. Wiele razy nie mogłam pohamować śmiechu. Do tego bohaterowie bez owijania w bawełnę wyrażają to, co myślą. Sprośne teksty i wulgaryzmy tutaj nie są w żaden sposób cenzurowane i sztucznie ugrzeczniane. Jestem tak oczarowana językiem tej pozycji, że tłumacz dostał swój pochwalny akapit.
Właśnie przez tę przed chwilą wspomnianą szczerość Wszystko jest iluminacją nie jest książką dla każdego. Z jednej strony doprowadza nas do łez ze śmiechu, więc jeśli ktoś lubi czytać w miejscach publicznych, to może zostać uznany za wariata. Jednak z drugiej strony zawiera takie opisy seksu, że może zniesmaczyć nawet tych, którym opisy zbliżeń miłosnych na ogół nie przeszkadzają. Mimo to jest to jednocześnie lekka i ciężka powieść, która gwarantuje i rozrywkę, i chwile zadumy.

RECENZJA MAGDY
Przed laty obejrzałam film Wszystko jest iluminacją. Przez tygodnie byłam nim zachwycona, a piosenki ze ścieżki dźwiękowej wylądowały na mojej playliście. Jednak z czasem wspomnienia o nim wyblakły, aż tu nagle przeglądając premiery książek, trafiam na pozycję o tym samym tytule. Po pierwszym szoku stwierdziłam, że tak nie może być, że nie przeczytam książki, na której podstawie stworzono taki ciekawy film. Namówiłam Natalię i oto jesteśmy pisząc recenzję pozycji, po którą w normalnych okolicznościach raczej byśmy nie sięgnęły. Jednak warto próbować nowych rzeczy, bo można się pozytywnie zaskoczyć. Książka okazała się o niebo lepsza od filmu i cieszę się, że dowiedziałam się o jej istnieniu.
O czym jest ta powieść? Na to pytanie można odpowiedzieć na wiele sposobów. Jest o Ukrainie, o przeszłości, przyjaźni czy odkrywaniu, kim tak naprawdę jesteśmy. Pojawia się tam smutek, radość, miłość i Bóg. Widzimy jak bohaterowie zmieniają pogląd na stereotypy, historię i swoje życie. Nie da się więc jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Można napisać, że to książka o życiu, ale czy oddaje to istotę opowieści w niej zawartej? Nie sądzę. Można też stwierdzić, że jest pokręcona i dziwna. Czy będzie to obelga? Również nie sądzę. To po prostu książka o podróży trzech mężczyzn przez piękny kraj i ekspedycji wewnątrz siebie.
Od pierwszych stron rzuca się w oczy osobliwy sposób pisania autora. Książka ukazana jest z trzech punktów widzenia - Aleksa, który opowiada o wydarzeniach z tego okresu, listów pomiędzy Jonathanem a Aleksem oraz fragmentów książki Jonathana. Zauważyliście w tym momencie podobieństwo imion autora i bohatera? Tak, jednym z głównych bohaterów tej opowieści jest sam Jonathan Safran Foer. Trzy sposoby prowadzenia opowieści przeplatają się ze sobą, uzupełniając się. Każda płaszczyzna ma swój wyjątkowy styl, dzięki czemu mamy wrażenie, że ich przygoda jest nam opowiadana przez Aleksa, który udostępnia nam listy i książkę Jonathana o swojej rodzinie. Jest to bardzo ciekawy sposób prowadzenia narracji, który zachwyca już od pierwszych stron.
  W tym momencie należą się też wielkie brawa dla tłumacza. Poradzenie sobie ze słownictwem Aleksa musiało być ciężkim zadaniem. Przetłumaczenie tego w sposób, który oddaje charakter bohatera i jednocześnie “da się” czytać przez przeciętnego czytelnika musiało być bardzo trudne, jednak Michał Kłobukowski podołał wyzwaniu.

Co się dotycza mojego persony, tak spłodzono mnie w roku 1977 - w tymże samym, co gieroja tej historii. Prawdę zakrzekłszy, życie mam całkiem ordynarne. Jak już wzmiankowałem, działam dużo dobrych rzeczy z sobą i innymi ludźmi, ale te rzeczy są ordynarne.

Powieść w zabawny sposób porusza trudne tematy - od uprzedzeń po Holokaust. Jednak robi to w dobrym smaku, zachowując szacunek do historii i bohaterów. Jest to nie lada wyczynem, stąd podziwiam autora za tak dobry warsztat literacki. Oprócz zgrabnego poradzenia sobie z wątkiem historycznym, autor stworzył barwne, wielowymiarowe postacie. Każda z nich ma swój wyjątkowy charakter, a razem tworzą grupę, która co chwila doprowadza czytelnika do wybuchów śmiechu. Zachowana jest jednak równowagą pomiędzy żartami, monetami powagi czy smutku.
Podsumowując, jest to książka specyficzna. Nie każdemu przypadnie do gustu, mimo wszystko jest intrygująca. Rozproszona akcja, bezpruderyjność są zaletami. Panuje w niej po prostu chaos kontrolowany. Warto ją jednak przeczytać dla tego językowego i narracyjnego wyzwania. Jest po prostu prima sort.

Czytaliście Wszystko jest iluminacją? Co sądzicie o tej książce? Mieliście okazję obejrzeć ekranizację tego tytułu?

Za egzemplarze do recenzji dziękujemy wydawnictwu W.A.B..

0 komentarze:

Prześlij komentarz