Jeszcze jeden oddech - Kalanithi Paul


Autor: Paul Kalanithi

Tytuł: Jeszcze jeden oddech

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Data wydania: 28 września 2016

Liczba stron: 240

ISBN: 9788308061909




Wszyscy ulegamy skończoności

Ta książka czyni zło! Okładka (przednia, tylna oraz wewnętrzna) została pokryta komentarzami sławnych ludzi/prestiżowych czasopism, w których wychwala się przesłanie utworu, a przede wszystkim jego koncept. Poruszająca, bestseller, piękna, wartościowa - to tylko niektóre opisujące ją epitety. Naprawdę wydawcy muszą pisać takie nic nieznaczące opinie, aby sprzedać książkę? Przez to zmienia nasz sposób myślenia. Uważamy, że czytając tak chwalone dzieło, będziemy obeznani z kulturą i trendami wydawniczymi. Czy to jest tego warte? Drogi Czytelniku, jeśli zamierzasz sięgnąć po tę, recenzowaną przeze mnie, książkę tylko dla tzw. "szpanu" lub przyjemności, to porzuć swoje plany. Ba! Nawet nie przechodź do dalszej części tego wpisu. Dla tych, co i tak będą czytać moje uwagi na temat Jeszcze jednego oddechu daję ogłoszenie: możliwe spoilery. Choć i tak finał tej historii znamy z wkładki.

Koniec przydługiego wstępu. Czas na naukowe podejście.
Paul Kalanithi to neurochirurg, ale studiował również filozofię i filologię angielską. Uwielbiał czytać książki. Postać, którą często chwalono w kręgach lekarzy. Pod koniec rezydentury, niedługo przed otrzymaniem dyplomu, postawiono mu diagnozę - nowotwór płuc w IV stadium z przerzutami. Rozpoczęła się walka o życie, ale również szereg bardzo trudnych decyzji do podjęcia. Paul zastanawia się między innymi, czy dalej być neurochirurgiem. W czasie swojej choroby i leczenia (całość trwa około 2 lata) pisze właśnie tę książkę - swoistą autobiografię.
Tu pojawia się pierwsze pytanie: jak umierający człowiek, w dodatku główny rezydent neurochirurgii u końcu swojej edukacji, jest w stanie pisać dodatkowo książkę? A przede wszystkim, czy miał na to czas?
Narracja jest pamiętnikarska. Nie ma podziału na rozdziały, ale na części pierwszą i drugą. Dodatkowo mamy przedmowę napisaną przez przyjaciela Paula, Abrahama Verghese oraz epilog żony - Lucy. Na początku autor pisze o swojej młodości i motywacji, którą kierował się przy wyborze studiów, a później pracy lekarza. Poddaje swojego czytelnika niełatwej próbie. Nie ma co się oszukiwać - to jest nudniejsza z części. Jeśli ktoś liczył na niesamowite przypadki medyczne rodem z Doktora Housa, rozczaruje się, gdyż musi przebrnąć przez monologi wewnętrzne narratora. Opowiada on tutaj o swoich odczuciach jako chirurg, mąż, i przyjaciel.
W drugiej części (pt. Nie ustanę, aż po grób) Paul Kalanithi staje się pacjentem. Nie mamy wyjścia - kibicujemy mu, trzymamy kciuki, liczymy na cud. Czytamy jak się czuje. Sam narrator odkrywa, że bycie po drugiej stronie nie jest łatwe, zwłaszcza, kiedy jest się lekarzem na zwolnieniu chorobowym.
Nie można powiedzieć, że Jeszcze jeden oddech to powieść. Bo tak nie jest. Najbliżej mu do pamiętnika, ale z kolei występują dialogi i jest zachowana konwencja przyczynowo-skutkowa. Czyta się to różnie: raz z niechęcią (ze względu na multum medycznych terminów), a raz z zapartym tchem. Mimo to lektura jest dosyć szybka - mnie wystarczyło jedno popołudnie - ze względu na wspomniany podział.
Niestety (albo stety) Jeszcze jednego oddechu nie może czytać byle kto. Odbiorca musi zachować pewne kryteria. Nie jestem autorem tej książki, więc nie mogę wiedzieć, do jakiego czytelnika chciał trafić Paul Kalanithi. Mimo to mogę sobie go wyobrazić. Po pierwsze: musi to być osoba oczytana lub znająca się na literaturze klasycznej. Autor robi dużo odniesień do takowej, np. do przypowieści o Hiobie, Króla Leara, Jałowej ziemi Eliota i twórczości Michaela de Montaigne'a. Bez wątpienia czytelnikiem nie może być nastolatka przeżywająca swoje pierwsze miłości, narzekając w stylu "świat jest zły". Nie takie jest przesłanie tej książki. To nie Gwiazd naszych wina wersja 2.0! Czytelnik musi być świadomy, że podczas lektury Jeszcze jednego oddechu ma styczność ze światem, który istniał NAPRAWDĘ. Wszystko, oprócz danych personalnych pacjentów i współpracowników, jest takie, jakie było. Najważniejszymi jednak cechami odbiorcy powinny być dojrzałość i cierpliwość. Ta pierwsza pozwala na zrozumienie mechanizmu podejmowania decyzji przez Paula. Cierpliwość sprawia, że przebrniemy przez nudniejsze i trudniejsze fragmenty, aby na końcu ułożyć sobie wszystko w jedną całość.
Nie mogę polecić tej książki pierwszej lepszej napotkanej osobie. Należy ją przeżyć, a nie przeczytać. To nie jest "coś lekkiego". Z jednej strony nie podobała mi się, bo była zbyt egocentryczna, ale później nachodziły mnie wyrzuty sumienia i pytanie - jakim jestem człowiekiem, skoro nie pozwalam umierającemu na chwilę egoizmu?


Trochę prywaty (Tu może być spoiler)
Wiem, że recenzja to gatunek publicystyczny, pozbawiony prywatnej opinii, ale muszę dodać coś od siebie. Jeszcze jeden oddech należy do tych książek, o których nie potrafię wyrobić sobie zdania. Po prostu - nie wiem, co o niej sądzić. Dla mnie jest bardzo osobista i intymna. Doskonale rozumiem, co czuła Lucy, kiedy przypominała sobie ostatnie dni z mężem. Epilog był kulminacją emocji, jakie towarzyszyły mi przez całą lekturę. Co ważniejsze, żona nawet nie patrzyła na ukochanego jak na kolejny przypadek medyczny (Lucy to internistka), ale widziała w nim kogoś, kogo straci. Znam ten ból, kiedy nagle nam brakuje pewnych ludzi, bo tak naprawdę nie ma znaczenia, czy ta ważna dla nas osoba choruje długo, czy ginie szybko w wypadku - nie możemy się przygotować na taki cios. Dlatego piszę, że nie każdy może przeczytać tę książkę. Rozumiem, wydawnictwo zrobi wszystko, żeby bić rekordy w sprzedaży. Nawet posunie się do wtargnięcia w prywatne życie osób związanych z historią. Stworzy wokół kolejnego produktu legendę. Czy jest to warte? Być może. Ale czy chcemy czytać coś co jest jedynie kurzącą się rzeczą na półce wśród innych? Lektura autobiografii (każdej, bez wyjątku) nie powinna być bezwartościowa, "dla relaksu". Z pewnością bohater/narrator nie dzieli się z nami swoimi przeżyciami, żebyśmy je tylko przeczytali. Chciałby, aby czytelnik dostał wraz z nimi lekcję albo inspirację.

0 komentarze:

Prześlij komentarz