Ofiara bez twarzy - Stefan Ahnhem


Autor: Stefan Ahnhem

Tytuł: Ofiara bez twarzy

Wydawnictwo: Marginesy

Data  wydania: 16 lutego 2016

Liczba stron: 528

ISBN9788365282385


Na początek musimy wyjaśnić sobie kilka rzeczy: Na czym polega fenomen skandynawskich kryminałów? Czy jest różnica między powieścią sensacyjną a detektywistyczną? I w końcu - ile czytelnik musi wiedzieć o przestępcy?

Zacznijmy od początku. Kraje skandynawskie według statystyk są jednymi z najmniejszym odsetkiem zbrodni, chociaż panujące tam warunki wpędzają niejedną osobę w depresję i smutek, a to z kolei powoduje, że chce się popełnić przestępstwo. Przypuszczam, że wszechogarniająca nuda i brak tajemniczości prowadzi do tego, że mieszkańcy pragną sensacji, chcąc dorównać Anglii w literaturze kryminalnej. Stąd wzięły się opowieści Jo Nesbo, Ake Edwardsona i, właśnie, Stefana Ahnhema.
Osobiście uważam, że Skandynawowie piszą dosyć ciężkie kryminały to znaczy - nie czyta się ich jako coś lekkiego. Zawierają wiele wątków w ogóle niezwiązanych ze sobą. Ofiafa bez twarzy wydaje się obalać ten mit. Robi to skutecznie.
Historia zaczyna się od przeprowadzki policjanta, Fabiana Riska i jego rodziny do miasteczka, w którym się wychowywał (Helsingborg). Nawet nie był w nowym domu godziny, kiedy odwiedza go przełożona i oznajmia, że jego dawny kolega z klasy został brutalnie zamordowany. Risk przerywa urlop i pomaga w prowadzeniu śledztwa.
Główna postać jest bardzo źle zbudowana. Autor robi z Fabiana nieudacznika, który nie lubi działać w zespole. Fakt, dokonuje jako jedyny postępu w śledztwie, ale zawodzi jako ojciec i mąż. Wszyscy wiemy, że powinniśmy go polubić, albo co najmniej współczuć. Jednak jego pierdołowatość sprawia, że czytelnik czuje irytację.
W powieści denerwuje jeszcze jedna rzecz: podejście do odbiorcy. Autor zabrał większość przyjemności jaką czerpie się z czytania kryminału. Po połowie książki wiemy, kto jest zabójcą. Większość rozdziałów poprzedza tzw. kartka z pamiętnika. Poza tym w powieści mamy sceny symultaniczne, co jeszcze bardziej daje nam do zrozumienia kto popełnił zbrodnię.
Całość jest przegadana. Po kilku zdaniach czytamy to samo, czego inteligentny odbiorca może z łatwością się domyśleć. Czy to jest wada? I tak, i nie. Z jednej strony czytamy coś dla samego czytania, czyli chcemy czerpać przyjemność z lektury. Z drugiej dowiedzieć się jak było, a przydługie komentarze to utrudniają.
Ofiara bez twarzy nie jest złą książką. Kierowana raczej do niezbyt wymagającego odbiorcy, bo pojawiają się wątki erotyczny (dobrze sprzedający się ostatnio) z sensacyjnym. Przyjemna, jeśli ktoś chce “wziąć i czytać” - dla relaksu.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Marginesy.

0 komentarze:

Prześlij komentarz