Dlaczego nie oglądam filmów


Ostatnio zauważyłam, że przeglądając wieczorami Netflixa nie biorę pod uwagę filmów. Nie oglądam telewizji, nie chodzę do kina, nie mam półki z ulubionymi płytami DVD. Zdziwiło mnie to, ponieważ jest kilka dzieł, które wręcz uwielbiam. Fight Club, Zjawa, Incepcja, Marzyciele i wiele wiele więcej. Zaczęłam się nad tym zastanawiać i doszłam do wniosku, że w większości przypadków filmy są dla mnie po prostu uzupełnieniem do książek czy seriali.

Zacznijmy jednak od początku. Nie lubię krótkich treści. Jestem typem osoby, która z koleżanką z innego miasta komunikowała się poprzez listy, zamiast smsami. Wysyłam mnóstwo kartek z wakacji, piszę opowiadania, nawet gdy piszę recenzje zawsze chcę się rozpisać na kilka stron (przez bana Natalii nie mogę, ale to szczegół). Do tego uwielbiam długie serie książek czy seriali. 40 tomów? Idealnie! 12 sezonów po dwadzieścia kilka odcinków? Coś dla mnie! Stąd filmy, w których ktoś w ciągu dwóch godzin próbuje umieścić całą skomplikowaną historię są dla mnie po prostu śmieszne.

Najbardziej bolą mnie ekranizacje książek. Często oglądając filmy na podstawie znanych dzieł nie potrafię powiązać tych dwóch tworów ze sobą. Nie licząc wątku przewodniego i imion głównych bohaterów często nie mają ze sobą nic wspólnego. Traktuję więc ekranizację jako dodatek do serii. W momencie kiedy mocno zatęsknię za daną historią opisaną w jakiejś pozycji, przydaje się film czy serial, który pozwoli jeszcze raz przeżyć przygodę z bohaterami.

Jednak w dużej mierze mój stosunek do całej kinematografii wynika z tego, że szybko się przywiązuję. Płaczę gdy umiera jakiś bohater, mam tygodniową depresję po skończeniu dobrej książki. Obrażam się nawet na serial, gdy jakiś aktor, który według mnie był filarem całej produkcji, postanawia z niej odejść (tak Crowley, dowiedziałam się, że nie będzie Cię w kolejnym sezonie Supernatural). Innym powodem, który sprawia, że wolę dłuższą formę w dziełach kultury jest uczucie, że ludzie wolą iść na łatwiznę. Żyjąc w czasach gdzie cały czas się śpieszymy i praktykujemy robienie wielu rzeczy na raz, krótki film jest dla nas ułatwieniem. Wmawiamy sobie, że oglądając dane działo już dostaliśmy pieczątkę w kategorii kultura na ten tydzień, więc nic więcej nie musimy robić. Po co spędzić kilka dni nad książką, skoro cała jej treść może zmieścić się w półtora godziny? Chyba podświadomie chcę walczyć z tą praktyką, stąd wolę wyjście do teatru, długą serię książek czy właśnie seriale, które pewnie będą jeszcze oglądać moje dzieci. W ten sposób chcę pokazać, że można pracować, spotykać się ze znajomymi, mieć różne hobby i do tego przeczytać kilka książek tygodniowo. Trochę to dziwne i niezbyt sensowne, jednak dlaczego miałabym się przystosowywać do większości?

Jaki jest wasz stosunek do filmów? Wolicie książki jednotomowe czy długie serie? Co sądzicie o społeczeństwie, które jest ciągle w biegu?

0 komentarze:

Prześlij komentarz