O współpracach, blogosferze i dlaczego nie czytam pierwsza


Przychodzi taki moment w życiu blogera, że ma ochotę w pewien sposób podsumować swoje miesiące spędzone na prowadzeniu strony. Przeważnie kończy się to biadoleniem na tą, czy tamtą sytuację i niestety - u nas pewnie też to tak będzie wyglądało. Jednak mimo wielu irytujących sytuacji występujących w naszym zacnym gronie osób piszących o książkach, jest też wiele niesamowitych rzeczy, z którymi również chcemy się podzielić. 

Zacznijmy może od pewnie jednej z najważniejszych rzeczy dla blogerów, czyli o współpracach z wydawnictwami. Nie będziemy się rozpisywać jak napisać poprawne maile, bo powstało o tym już tyle postów, że nawet nie musicie się wysilać podczas szukania. Jednak skupimy się na tym momencie, kiedy dana już współpraca jest i co dalej. Przede wszystkim my popełniliśmy i chyba nadal popełniamy jeden poważny błąd - decydujemy się na za dużo książek. W ciągu miesiąca z jednej współpracy zrobiło się dwadzieścia, co chwila widzimy coraz ciekawsze zapowiedzi, którym ciężko się oprzeć. Tym sposobem nagle mamy 5 książek do przeczytania na raz, co czasami tworzy mnóstwo stresu, tym bardziej gdy książka nie okazuje się taka ciekawa jak myślałyśmy. Niestety ambitnie dajemy sobie dwa tygodnie na książkę, więc chcąc dotrzymać narzuconych terminów, często czytamy na siłę. Ostatnio jest z tym coraz lepiej. Z bólem serca częściej mówimy “nie” propozycjom od wydawnictw. 

Kolejna sprawa to wiele zarzutów, że książkowa część blogosfery jest na niskim poziomie. Bierzemy książki dla samego ich posiadania i piszemy pochlebne recenzje, by wydawnictwa nadal z nami współpracowały. Na naszym blogu od kwietnia pojawiają się posty o tytułach tylko i wyłącznie od wydawnictw. Przeważająca część jest pozytywna w większym lub mniejszym stopniu. Wiecie dlaczego? Bo bierzemy książki, które nas zainteresują. Wiedząc o czym lubimy czytać i czytając opinie na zagranicznych stronach, można spokojnie dojść do wniosku czy dana powieść jest dla nas czy nie. Przecież tylko głupiec decyduje się wziąć książkę, o której z góry wie, że mu się nie spodoba. A co jeśli mimo wcześniejszego researchu dany utwór okazał się kiepski? Nie należy się bać wyrazić własnego zdania. Przecież są czytelnicy, którzy sięgają po książki głównie z powodu ich złych recenzji. Zamiast sztucznie słodzić i udawać zachwyt, zawsze można też napisać do danego wydawnictwa o swoich odczuciach po lekturze i wspólnie zdecydować co dalej. Jeśli wydawnictwo przestanie ci podsyłać przez to nowe propozycje to znak, że nie warto tracić na nie czasu. A jeśli boisz się ewentualnych konsekwencji po napisaniu niepochlebnej opinii i przez to zachwalasz coś, co masz ochotę wyrzucić za okno, zastanów się czy nie jesteś tą częścią blogosfery, która pisze tylko dla darmowych książek.

Co do masy nowych blogów, których jakość jest dość wątpliwa, muszę się zgodzić. Często widzę post, który wygląda jakby napisał go grafoman. Wszyscy jesteśmy ludźmi, piszemy bo to nasze hobby i zdarzają nam się literówki czy błędy interpunkcyjne. Jednak gdy w pięciu zdaniach z rzędu jest powtórzenie, albo zdanie po kropce zaczyna się od małej litery, to zaczynam wątpić w ludzkość. Najbardziej dobija gdy na koniec takiej średniej jakościowo recenzji widzimy napis “za książkę dziękuję wydawnictwu xxx”. Wtedy zastanawiasz się co dane wydawnictwo ma w głowie i czy naprawdę chcą taką promocję książki? A gdy sama współpracujesz z danym wydawnictwem, zastanawiasz się, czy mój blog też tak wygląda? 

Trzymając się tematu blogów, które wyrastają jak grzyby po deszczu, ciężko nie wspomnieć o nowym portalu - CzytamPierwszy.pl, który sprawi że z pewnością w najbliższym czasie będzie ich coraz więcej. Strona jest docelowo dla początkujących recenzentów i ma ułatwiać im kontakt z wydawnictwem. Cel słuszny, jednak w praktyce wygląda to dość kiepsko. Sama po zobaczeniu jak wygląda dla nich forma elektroniczna daruję sobie udział w tym projekcie, bo szkoda na to mojego czasu i siły. Może jestem zbyt dumna, ale uważam że za napisanie recenzji i promocji danej książki w internecie należy mi się chociaż odrobina szacunku. Nie jesteśmy przecież robotami, tylko ludźmi, którzy poza blogowaniem mają własne życie. To, co sądzę o tym portalu, świetnie oddała Paula z Rude recenzuje.

W temacie szacunku też mam niestety nieco więcej do powiedzenia. Z większością wydawnictw kontakt jest cudowny. Szybkie odpowiedzi i wzajemny szacunek sprawia, że z danym wydawnictwem aż chce się współpracować. Są oczywiście takie, które nigdy nie odpisują. Rozumiem to, choć przyznam, że wolałabym zamiast ciszy otrzymać odpowiedź odmowną. W takim momencie człowiek wie na czym stoi. Jednak są też takie, które traktowały mnie z góry i robiły “łaskę” wysyłając książkę. Na początku przygody z prowadzeniem bloga nikt nie rzuci nazwą wydawnictwa bo przecież nie chce palić mostów. Nie rozumiem tego. Skoro ktoś nie był zadowolony ze współpracą z danym wydawnictwem to dlaczego nadal chce je chronić? Dlaczego traci szacunek do siebie i podlizuje się komuś, kto traktuje go jak nic. Osobiście chyba najgorsze doświadczenia miałam z Wydawnictwem Rebis i SQN. Podczas kontaktu z Rebis zostałam potraktowana z góry i jedyna odpowiedź osoby, z którą wymieniałam maile była “podaj adres”. Jeśli chodzi o SQN, to wysyłając maila dostałam odpowiedź, że wydawnictwo samo pisze do blogerów, jednak mogę podać adres. Adres podałam, książki nigdy na oczy nie zobaczyłam. W momencie kiedy spytałam czy została wysłana, bo przecież poczta lubi robić nam psikusy, nigdy nie dostałam odpowiedzi. Trudno, to że sami wybierają blogerów z którymi współpracują rozumiem. Zapisałam sobie i nie będę nigdy do nich pisała. Jednak obietnica książki i późniejsze jej nie wysyłanie już było niezbyt miłe z ich strony. Trochę to śmieszne, bo osoba odpowiadająca za kontakt z blogerami sama nim jest, więc powinna mieć trochę większy szacunek dla znajomych po fachu. Tymczasem zamiast tego sama umieszcza swoje rekomendacje na książkach. Życie. 

Jednak tak jak wspomniałam, z wieloma wydawnictwami pracuje się cudownie. Grupa Foksal, Moondrive, Znak (mail błądził przez miesiąc po całej redakcji, aż trafił do odpowiedniej osoby), Zysk, Prószyński i S-ka (ledwo zdążę wysłać maila, a już czeka na mnie odpowiedź), Bukowy Las i wiele wiele więcej. Wiem, że jest wiele głosów, że przez współpracę barterową wielu z blogerów nie może “żądać wynagrodzenia”, jednak ja nie odczuwam potrzeby by dążyć do takich rzeczy. Moim zdaniem książka, patronaty i dobry kontakt z wydawnictwem jest odpowiednim wynagrodzeniem. 

Jakie wy macie doświadczenia ze współpracy z wydawnictwami? Co sądzicie o portalu CzytamPierwszy.pl? Macie jakieś nieprzyjemne wrażenia po kontakcie z danym wydawnictwem? Co sądzicie o masie nowych blogów poświęconych książkom?

0 komentarze:

Prześlij komentarz