Żółwie aż do końca - John Green


Autor: John Green

Tytuł: Żółwie aż do końca

Wydawnictwo: Bukowy Las

Data wydania: rok 2006

Liczba stron: 258




Johna Greena zna każdy. Pewnie większość z was z niecierpliwością wyczekiwała premiery jego nowej książki - Żółwie aż do końca. Sama nie mogłam się doczekać aż pocztą przyjdzie mój egzemplarz, jednak kiedy już upragniona przesyłka dotarła i mogłam zacząć czytać, wszystko było nie tak. Stąd też pewnie moja recenzja utonie w morzu pochwał dla twórczości autora, jednak po kilku dniach namysłu zdecydowałam się napisać o moim największym zawodzie tego roku.

Szesnastoletniej Azie do głowy by nie przyszło, że będzie prowadzić śledztwo w sprawie tajemniczego zniknięcia miliardera Russella Picketta. Jest jednak sto tysięcy dolarów nagrody do zgarnięcia, no i jej Najlepsza i Najbardziej Nieustraszona Przyjaciółka Daisy bardzo chce rozwiązać tę zagadkę! Dziewczyny wspólnie próbują dotrzeć do Davisa, syna miliardera, którego Aza poznała kiedyś na letnim obozie. Na pozór niewiele ich dzieli, ale tak naprawdę jest to przepaść.

Wiele książce mogę wybaczyć. Czasami to kwestia debiutu, czasami pozycja broni się innymi elementami, jednak dla tak znanego i uznanego autora nie będę mieć litości. Żółwie aż do końca jest książką o niczym. Po opisie spodziewałam się czegoś w rodzaju śledztwa, którego punktem kulminacyjnym będzie rozwiązanie zagadki zaginięcia Rusella Picketta. Jednak wyszło na to, że na początku książki wszystko zaczyna się od chęci zgarnięcia stu tysięcy dolarów i na końcu mamy wzmiankę o rozwiązaniu tej kwestii. Co więc zawiera środek? Otóż nic. Dialogi, spotkania i rozmyślania głównej bohaterki.
Przyznam, że wyżej wymienione elementy są zdecydowanie dobrze napisane i w trakcie czytania w moich oczach pojawiły się łzy, ale to wszystko miałoby sens gdyby wyciąć jakiś fragment i uznać to za opowiadanie. Żółwie aż do końca są genialne patrząc na konkretne sceny, ale jako całość nie mają sensu.
Jednak jedno muszę Johnowi Greenowi przyznać - umie on kreować bohaterów, którzy za zadanie mają zmusić czytelnika do wylania morza łez. Nie podobała mi się książka, jednak postać Azy to majstersztyk. Jest tak niewinna i wzbudzająca współczucie, że aż można byłoby uznać to za nierealne, gdyby nie fakt, że w tej swojej krzywdzie jest tak okropnie irytująca. Czytelnik na zmianę ma ochotę ją przytulić, po czym uderzyć w twarz żeby się w końcu obudziła. Niestety Aza to jedyna dobra rzecz, która się trafiła w gronie bohaterów, bo cała ich reszta była jedynie tłem dla historii głównej postaci.
Potrafię zrozumieć czemu ta książka się podoba, jednak ja oczekuję czegoś więcej od autorów młodzieżowych. W dzisiejszych czasach łzawa historia to nie wszystko, a brak wyraźnej fabuły zdecydowanie nie jest do zaakceptowania. Nie potrafię napisać czy polecam, czy nie polecam Żółwi aż do końca. Najlepszym sposobem będzie po prostu przeczytanie tej pozycji i zastanowienie się, czy autor zasługuje na aż takie wielkie uwielbienie.

0 komentarze:

Prześlij komentarz