Kłamczucha - E. Lockhart




Chcesz, żebym poświęcała ci uwagę, kiedy nie mam na to najmniejszej ochoty. Chcesz, żebym była piękna i żeby wszystko przychodziło mi łatwo, chociaż czasami czuję się brzydka i nic mi się nie udaje. Posadziłaś mnie na firmamencie i chcesz, żebym zawsze gotowała coś pysznego, czytała wielką literaturę i była dla wszystkich przemiła, ale to nie jestem ja, a to mnie wykańcza. Nie chcę przebierać się dla ciebie i udawać kogoś, kim nie jestem.




Zacznijmy od tego, że często czytam jakieś książki ze względu na autora. Kiedy w przeszłości twórczość danej osoby mnie zauroczyła, automatycznie jestem gotowa sięgnąć po wszystko spod jej pióra nie zważając na opis czy (nawet!) gatunek. Ten wstęp ma wam wyjaśnić czemu sięgnęłam po Kłamczucha autorstwa E. Lockhart. Po genialnym Byliśmy łgarzami spodziewałam się kolejnej psychologicznej młodzieżówki. Zamiast tego zostałam zaskoczona. Niestety w mało pozytywny sposób.

Wierzyła, że im więcej wypocisz na treningu, tym mniej wycierpisz w walce. Wierzyła, że najlepszym sposobem, by uniknąć złamanego serca, jest udawać, że się go nie ma. Wierzyła, że to, jak mówisz, jest często ważniejsze niż to, co masz do powiedzenia. Wierzyła też w filmy akcji, trening siłowy, potęgę makijażu, ćwiczenie pamięci, równe prawa oraz to, że z filmików na YouTube można się nauczyć miliona rzeczy, których na próżno szukać w college’u. Jule West Williams to wojowniczka, dziewczyna kameleon, zawsze gotowa do ataku. Imogen Sokoloff to dziedziczka fortuny i zagubiona w życiu sierota. Co przyniesie przyjaźń tych dwóch tak różnych dziewczyn?

Gdy teraz zapoznaje się ponownie z opisem tej książki widzę sygnały, że nie powinnam jej czytać. Jednak człowiek uczy się na błędach.
W wielkim skrócie powiem, że książka opowiada o Jule i Imogen. O ich relacji, wydarzeniach w ich życiu i przeszłości. Fabuła jest zbudowana poprzez odwróconą chronologię. Należy to rozumieć w ten sposób, że na początku książki dostajemy teraźniejsze wydarzenie, a z kolejnymi rozdziałami cofamy się w przeszłość. Kończymy na momencie, który spowodował ciąg zdarzeń. Uwielbiam ten sposób prowadzenia fabuły. Spotkałam się z nim w Miasteczku Kłamców i tam wszystko było dokładnie połączone oraz dopracowane. W książce E. Lockhart niestety niekoniecznie.
Jednak to co najbardziej boli w tej książce to język. Nie wiem na ile to wina tłumacza, a na ile autorki, ale to było coś strasznego. Zwroty jak z lat 90. i mam wrażenie, że dosłowne tłumaczenie z angielskiego sprawiły, że czytając większą uwagę skupiłam na szyku zdania niż fabule. Niestety w takich momentach zaczynam żałować, że nie decyduję się na oryginalne wersję książek. Wtedy nie musiałabym winić niewinnego tłumacza, tylko od razu stwierdzić, że styl danego autora jest po prostu sztuczny i niewypracowany. Niestety w przypadku E. Lockhart wiem, że w poprzedniej książce takich problemów nie było, co pozwala mi postawić jednak na winę osoby, która podjęła się tłumaczenia tej książki.
Jednak moja uwaga przy czytaniu nic by nie pomogła, ponieważ fabuła pozostawia wiele do życzenia. Może jestem nad wyraz spostrzegawcza (wątpię), ale od samego początku byłam w stanie przewidzieć zakończenie tej historii. Czytałam jedynie by poznać szczegóły wydarzeń, jednak nic co stało się w tej książce nie było dla mnie zaskoczeniem. Niestety to bardzo źle o niej świadczy, ponieważ ten sposób prowadzenia fabuły, aż się prosi o zwroty akcji.
Co do samych bohaterek, to mimo jakiś informacji tak naprawdę nie wiemy o nich nic. Mamy ogólny zarys, ale nie na tyle by wczuć się w ich historię i z zapartym tchem śledzić losy Imogen i Jule. O wątku romantycznym nawet nie chce wspominać, bo był to jeden wielki żart. Relacje pomiędzy poszczególnymi postaciami też zawiodły. Jednym słowem to naprawdę niegodna polecenia książka.
Mam wrażenie, że fani Byliśmy łgarzami się zawiodą. Ja się zawiodłam. Mimo obiecującego pomysłu na książkę wszystko co mogło pójść nie tak - poszło nie tak. Jednak ta pozycja nie skreśla E. Lockhart w moich oczach i mam nadzieję, że kolejne książki będą po prostu lepsze.